Najlepszy blog o pracę

Wywiad z właścicielem najpopularniejszego sklepu internetowego na Ukrainie ROZETKA.UA

Tłumaczenie artykułu z ukraińskiego ze strony: Економічна правда

Informacje o Rozetce od Mychajła Hranczaka, dyrektora Departamentu Inwestycji i Bankowości Dragon Capital:

  • Sklep internetowy №1 na Ukrainie według przychodów i wielkości odbiorców.
  • Firma została założona w 2005 roku, zaczęła działalność od 2 pracowników i biura domowego.
  • Dziś Rozetka.ua jest liderem ukraińskiego segmentu handlu internetowego, codziennie odwiedza ją ponad 1,5 miliona osób.
  • Firma oferuje klientom ponad 560 tysięcy produktów od ponad 1000 dostawców.
  • Sieć przedstawicieli firmy obejmuje wszystkie miasta Ukrainy, własne i dzierżawione magazyny to ponad 45 tysięcy metrów kwadratowych.
  • Ponad 2000 osób pracuje w biurach firmy w Kijowie i regionach.
  • Przychody w 2015 r. wyniosły około 7 mld UAH.

– Kim jest Władysław Czeczotkin?

– Założyciel firmy Rozetka, ojciec dwójki dzieci, zawsze mieszkał i pracował na Ukrainie. Mam 37 lat.

– Gdzie się urodziłeś? Kim są twoi rodzice, jak wpłynęli na ciebie, abyś odniósł dzisiaj sukces?

– Mam zwykłych sowieckich rodziców. Ojciec jest inżynierem, matka jest badaczem. Mam jeszcze dwóch braci, jestem najmłodszy. Mój ojciec pracował na trzech robotach, czasem w weekendy, i lubił powtarzać, że u nas nie lubią “sprzedawców obcego”. Zrobiłeś to sam – sprzedałeś to sam. Na początku lat 80 na Ukrainie nie istniały słowa „przedsiębiorcy” i „biznesmeni”, nazywano je „kupcami”, „draniami”. Ale moi rodzice zachęcali mnie do komercyjnych starań – zacząłem w okresie postsowieckim, w tych czasach za to już nie groziło więzienie.

– Czy zauważyłeś tendencję do robienia interesów w szkole?

– W pierwszej lub drugiej klasie była ciekawa historia. W kraju był tak zwany “deficyt” kiedy brakowało towarów, a w delikatesach po drugiej stronie ulicy pojawiła się bałtycka guma do żucia. Podczas długiej przerwy pobiegłem tam, kupiłem pięć paczek za rubla, który udało mi się zaoszczędzić przez dwa lub trzy dni, i zacząłem sprzedawać te gumy do żucia za 15 lub 20 kopiejek za sztukę. Nauczycielka dowiedziała się o tym, wzięła ode mnie gumę do żucia i położyła ją na stole. Byłem bardzo zły – kiedy nauczycielka opuściła klasę, zabrałem swoją własność i szybko rozdałem wszystko za darmo. Kiedy wróciła, nie było już fizycznych dowodów mojego handlu. Na pytanie „Gdzie są gumy?” Odpowiedziałem, że to moja guma do żucia, mogę z nią zrobić co chcę. Nie pamiętam kontynuacji, ale wszystko skończyło się spokojnie, w domu nie wspomniano o tym.

– Czy wszyscy w rodzinie odnoszą takie same sukcesy jak ty?

– Jeśli mierzyć sukces za pomocą pieniędzy, to ja odnoszę największe sukcesy, jeśli coś innego – można jeszcze podyskutować.

– Po szkole poszedłeś na studia ekonomiczne. Jak wybrałeś uniwersytet?

– Natychmiast po szkole zdecydowałem się na pracę, ponieważ miałem dość nauki. Pracowałem przez około sześć miesięcy, a potem zdałem sobie sprawę, że chcę czegoś bardziej interesującego i poszedłem studiować dalej. Nie chciałem dawać łapówek, biegać, pytać kogoś, chciałem się uczyć, dostawać oceny i dlatego wybrałem uniwersytet komercyjny. Odłożyłem moje zarobki, moi rodzice mieli trochę pieniędzy, moi starsi bracia nie potrzebowali już pomocy finansowej i pomogli mi trochę i moim rodzicom. Pierwszy rok lub półtora roku zapłacił mój ojciec, a potem ja sam.

– Czy ta praca po szkole była pierwszą pracą?

– Pierwszą pracę dostałem w wieku 12 lub 13 lat. Miałem trudne relacje z ojcem, nawet opuściłem dom. Miałem dużego psa, którego szkoliłem ze szkoły – okazało się, że dobrze, a ludzie zaczęli prosić o szkolenie dla psa i płacili 5-10 $ na prowadzenie szkolenia z ich psem. Miałem też przyjaciela, który reklamował dla mnie w gazecie gdzie poszukują pracy – dosłownie następnego dnia dostałem telefon od firmy kurierskiej „Pony Express” i dostałem tam pracę jako kurier od października do lata.

Kochałem pieniądze i chciałem zarobić jak najwięcej. Oczywiście jest to częściowo żartem, ale w żadnej sowieckiej rodzinie nie było wystarczających pieniędzy, a my mieliśmy wiele dzieci, więc rozrywka musiała być opłacona przez swoje własne pieniądze. Pierwszą rzeczą, której nauczyłem się w ZSRR, było oszczędzanie na wszystkim, na czym tylko się da. W życiu dorosłym gdzieś to pomaga a gdzieś ingeruje.

– Później poszedłeś pracować w firmie brata i poznałeś tam swoją przyszłą żonę?

– W drugim roku poszedłem do biura mojego brata, który wtedy był dużym biznesmenem, miał firmę SkyLine, która zajmowała się komputerami i ich komponentami. To był 1996, ciężko mi powiedzieć, jak naprawdę był duży, ale tak mi się wydawało. Moja przyszła żona Iryna przyszła do pracy wtedy jak ja już tam pracowałem.

– Czy to było twoje pierwsze doświadczenie sprzedażowe?

– Systemowe tak. Pracowałem tam do 2005 roku.

– Tam narodził się pomysł na własny biznes, czy też pomysł zaproponowała żona?

– Zrozumiałem, że własna firma różni się od innej tym, że w drugiej chwili nadal ponosisz mniejszą odpowiedzialność. Jednoznacznie inicjatorem działalności była moja żona. Dałem jej narzędzie. W rzeczywistości założyła ten biznes. Urodziliśmy dziecko, a moja żona siedziała w domu i pytała: „Kiedy wracasz do domu z pracy? Czekam na ciebie”. Ona jest bardzo aktywna i chce mieć więcej wolnego czasu i swobody. W tym czasie nadal pracowałem dla mojego brata i to była najtrudniejsza część mojego życia fizycznie. Od 9 do 18 byłem w pracy, potem wracałem do domu, bawiłem się z dzieckiem, zwracałem uwagę na rodzinę i aż do 4 rano tworzyłem treści na stronie, dawałem zadania programistom i doradzałem żonie, co robić. Pierwsza praca dała nam wiele – razem studiowaliśmy na koszt firmy, zdobyliśmy niezbędne kontakty, zdobyliśmy doświadczenie.

– Czy możemy powiedzieć, że twoja wizja również się wtedy ukształtowała?

– W firmie brata byłem odpowiedzialny za sprzedaż korporacyjną, ale takich nabywców nie było tak wielu. Było kilka dużych organizacji, w tym Biuro ONZ. Zawsze polegałem na jednej osobie, która mogłaby zmienić sytuację. Ale chciałem polegać tylko na sobie. Rozpoczęcie działalności detalicznej jest odpowiedzią na to wyzwanie. Każdy kupujący jest małą jednostką w branży i od Ciebie zależy, jak potoczy się sytuacja. Z niektórymi kupującymi były problemy, ale sukces z wielu innymi przeważa.

– Jak narodził się pomysł, że biznes powinien być elektroniczny, wirtualny?

– Chcieliśmy zacząć sprzedawać detalicznie. Nie było wtedy Foxtrota ani Eldorado (Workstaff.pl: wielkie sieciówki RTV AGD na Ukrainie), a wszystko to było bardzo drogie. Pomysł na wersje elektroniczną trwał dość długo. Podczas pracy w firmie brata zasugerowałem wyższemu kierownictwu, aby otworzyły sklep internetowy. Ale powiedziano mi: „Chłopcze, nie przeszkadzaj”. Kiedy nasz sklep zaczął sprzedawać, nadal pracowałem dla mojego brata. Podszedłem do niego i powiedziałem: „Tutaj sklep działa, zróbmy to samo w firmie?”. Ale nie otrzymałem wsparcia, musiałem zrobić wszystko sam.

– Chcieliście sprzedawać perfumy, ale potem ty i twoja żona zmieniliście zdanie?

– Moja żona uwielbia zabawki dla dziewcząt. Widziała wielkie perspektywy w perfumerii. Firma została stworzona dla niej i pod nią, więc najpierw zaprogramowaliśmy właśnie taki sklep. Minął już rok od przekazania pierwszych pieniędzy do programisty przed rozpoczęciem sprzedaży, a większość tego czasu tworzymy sklep internetowy dla tego produktu. Ale 2-3 miesiące przed naszą planowaną premierą duże firmy perfumeryjne zaczęły walczyć z Internetem. Dziś, pomimo ogromnych postępów we wszystkich obszarach handlu na całym świecie, główne marki elektroniczne również zmagają się z Internetem. Nie wiem dlaczego.

W ciągu 10–11 lat, odkąd zaczęliśmy, wiele się zmieniło. Niektóre marki pojawiły się, a niektóre nadal nie są sprzedawane online. Ale wtedy wszystko się sprzedawało, wszyscy biegli do Internetu na zakupy. Wtedy był już sklep internetowy Matrix i dziesiątki innych sklepów internetowych na Ukrainie. Amazon już brzmiał wtedy na cały świat i brzmiał tak mocno że w tym czasie, dzięki temu pojawiła się już pewna strategia sprzedaży – spowodowało to że dostawcy powiedzieli ukraińskim dystrybutorom – nie współpracujemy ze sklepami internetowymi. Zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy sprzedawać perfum. A co możemy? To co wiemy. I zaczęliśmy sprzedawać elektronikę.

– Kto wymyślił nazwę „ROZETKA”? (Workstaff.pl: Po ukraińsku “rozetka” to “gniazdo elektryczne”)

– Pomysł pojawił się w głowie sam. Słowo pisze się w języku angielskim w taki sam sposób, jak w języku ukraińskim. Jeśli mówimy o motywacji, to najpierw była nazwa, a potem wpadliśmy na pomysł – wszystko, co sprzedajemy, jest podłączone do gniazdka (rozetki). Moim zdaniem system zarządzania stroną, strona internetowa – to najważniejsze, co powinno być na początku. W ciągu 2-3 lat przepisaliśmy około 70% strony. Boimy się utraty przywództwa i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby temu zapobiec.

– Dlaczego inni nie mogą powtórzyć sukcesu Rozetki?

– Nie wiem. Wszystko, co robimy, wydaje nam się naturalne, eksperymentujemy, przywiązujemy dużą wagę do szczegółów. Jeśli jedna rzecz się nie uda, zaczynamy robić coś, w co wierzę lub w co wierzymy. Wiele innych firm powstało w Internecie, nie mniej skutecznie niż „Rozetka”. Istnieją setki ukraińskich firm działających na rynkach międzynarodowych, które są potencjalnie znacznie bardziej skuteczne niż Rozetka, ponieważ nie zależą od czynników politycznych, gospodarczych, wojskowych lub innych.

Nie jesteśmy zdecydowanie najlepsi w porównaniu do sklepów w WNP. Są rosyjskie firmy, które przyszły później od nas, ale wygrywają pod względem wielkości. Prawdopodobnie nie ma tam zysków, są to raczej projekty inwestycyjne. Jesteśmy nieatrakcyjnym krajem dla inwestycji, Rosja jest największym rynkiem internetowym w Europie, jest tam więcej ludzi, więc każdy chce tam inwestować i walczy o udział w rynku. Ukraina jest bardzo dużym krajem według europejskich standardów, z dużą populacją, ale dość biedną. Istnieje jednak zdrowsza konkurencja – robimy to dla naszych pieniędzy, a nie dla inwestora. Jest to bardziej poprawny i stabilny model biznesowy.

– Co teraz sprzedajecie?

– Łatwiej powiedzieć, czego nie sprzedajemy. Nie sprzedajemy leków i materiałów budowlanych – cegieł i cementu, ale sprzedajemy klej, płytki i hydraulikę. Planujemy jednak później sprzedawać materiały budowlane. Staramy się także sprzedawać perfumy.

– Jak twoja żona przyjęła cię do tego biznesu? Pierwotnie planowano, że to będzie jej biznes, jej niezależność, i tutaj pojawiasz się Ty…

– Trudno to zaakceptowała. Kiedy przyszedłem do niej do pracy, miała już pracowników i praca trwała, kłóciliśmy się przez półtora roku. Jeśli mówimy o „zawodowcach” – to absolutne zaufanie (a także z finansowego punktu widzenia), nie musisz myśleć o tym, jak powiedzieć, analizować, kto co zrobił. I „minusy” – bardzo trudno jest zdefiniować granice, to ta sama rodzina. Nie ma granic między domem a pracą.

– Czy w ogóle warto współpracować z żoną?

– Największym zagrożeniem jest to, że masz wszystkie jajka w jednym koszyku – zarówno rodzinnym, jak i firmowym. Jeśli koszyk jest nienaruszony, powinien być, to jest firma rodzinna. Aż do mojej żony do niedawna nie miałem innych partnerów.

– 250 tys. dolarów które zainwestowałeś aby rozpocząć rozwój firmy były Twoje czy żony Iryny?

– Nie dzieliliśmy się pieniędzmi, to była kasa rodzinna.

– Czy musiałeś pożyczać pieniądze lub kredyty?

– Pierwszą pożyczkę wzięliśmy w 2008 roku i bardzo pomyślnie. To było przed kryzysem. Nalegaliśmy, abyśmy nie byli jak firmy prowadzące sprzedaż detaliczną i wykorzystujące pieniądze dostawców. To był nasz punkt różnicowania. Powiedzieliśmy: „Pracujemy na naszych pieniądzach, nie Waszych. Jesteśmy szczerzy w naszych obliczeniach, nie wydawaliśmy pieniędzy z obrotu na biuro, wzięliśmy pożyczkę z banku. Nie dostajemy się do kieszeni dostawców”.

– A ile pożyczyłeś od banku?

– Wzięliśmy 2,5 miliona dolarów i zwróciliśmy. Ale mieliśmy „szczęście”, ponieważ latem 2009 roku kupiliśmy ramę i zakończyliśmy budowę w 2009 roku. Następnie gotowy budynek z naprawami, który wykonaliśmy, można było kupić za te same pieniądze.

– Czy niepowodzenia sprawiły, że jesteś silniejszy i lepszy? Ta pożyczka nie pozwoliła ci spać, nie mogłeś nie przyjść do pracy? To 2,5 miliona dolarów …

– Teraz nie mogę sobie pozwolić na nie przyjście do pracy. Są ambicje, są dzieci, które mają coś do zrobienia od rodziców, jest poczucie wspólnoty.

– Wielu Ukraińców obawia się kontroli służb pożarowych, sanitarnych i podatkowych.

– Nigdy nie mieszkałem w innym kraju, więc nie mogę powiedzieć, czy gdzieś jest łatwiej. Zakładałem, że nie jestem w innym kraju. Aby się stąd wydostać i zacząć od nowa, potrzebujesz pieniędzy, a ja nie miałem nic w sercu. Wierzyłem i wierzę, że można odnieść sukces w tym kraju. W innych krajach nie widzimy problemów a jest ich wiele – konkurencja, podatki, nieuczciwy biznes. Od czego zaczęła się Ukraina? Z faktu, że dla przyjaciół wszystko, dla innych – prawo – i próbowaliśmy znaleźć wyjście. Jak zostać przyjaciółmi? Do kogo przynieść pieniądze? Z kim negocjować? Jak znaleźć sposób na obejście strażaków, zrobić to czy tamto? I zbudowaliśmy kraj, który działa zgodnie z nielegalnymi przepisami – ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni, dorastaliśmy z nim, ktoś go toleruje i się rozwija.

Zrobiłem wszystko, aby nie dawać łapówek, ale nie mogę być hipokrytą. Wiele w tym kraju nie można rozwiązać bez nich. Drugi Majdan to próba zmiany systemu na bardziej cywilizowany. Teraz, z punktu widzenia konsumenta, zwykłego człowieka, kraj żyje lepiej niż w 1991 roku. Nie budujemy rakiet, nie trzymamy głowic nuklearnych, nie możemy zagrozić światu, nie możemy pukać na podium, ale ludzie na ogół żyją lepiej niż w 2000 lub 1991 roku. Rozwijamy się.

Więc nie warto bać się założyć własnej firmy? Czy istnieją kryteria wskazujące, że dana osoba powinna spróbować się w biznesie?

– Musisz spróbować, nic nie stanie się bez prób. Czy ktoś powinien założyć firmę z żoną? Nie wiem, kim jest jego żona, czy chce robić interesy i czy pozostanie jego żoną za sześć miesięcy. Trzeba to poczuć. To samo dotyczy przedsiębiorców – jeśli nawet nie masz wątpliwości, że to nie twoje i nie chcesz tego robić, nie musisz. Nawet małe stoisko, mały sklep internetowy, pralnia chemiczna, stacja benzynowa lub myjnia samochodowa to biznes. To dodatkowa swoboda i dodatkowe możliwości.

– Chcieli zabrać twój biznes, grozili, że to się skończy. Czy nie jest łatwo przetrwać?

– Niełatwe. Nie mogę wybaczyć naszemu państwu, że niektóre szumowiny mogłyby zrobić to, co zrobiły, a większość szumowiny pozostała w kraju i gra teraz rolę przedsiębiorców.

– Mówią że „Epicentr” (Workstaff.pl: duża ukraińska sieć marketów budowlanych) oskarża was, a wy – „Epicentr”. Czy konkurencja na Ukrainie jest niesprawiedliwa?

– Jeśli mówimy o mojej firmie i mojej konkurencji, to standardowa historia, jest to na całym świecie. Konkurencja rośnie z każdą zmianą w kraju – wraz ze spowolnieniem gospodarczym rośnie, ponieważ płace spadają i wszyscy zaczynają ciężko walczyć o swoje dwa groszy, a wraz ze wzrostem rośnie, ponieważ zawsze są nowi ludzie chętni do wejścia na rynek. Konkurencja jest dobra, ponieważ w zasadzie nie ma innej drogi. Źle jest, gdy dają łapówkę policjantowi, aby poszedł i stwarzał problemy innym konkurentom, ale to nie jest konkurencja, to nieuczciwa gra. W uczciwej konkurencji przede wszystkim wygra konsument. Jest mniej biznesmenów niż konsumentów, a kiedy konkurują ze sobą, obniżają ceny i zapewniają lepszą obsługę, aby przetrwać, a społeczeństwo skorzysta na tym.

– Czy na rynku takim jak wasz jest jeszcze miejsce dla nowych graczy, konkurentów?

– Zawsze jest szansa. Matrix i my mieliśmy 6 lat różnicy – oni zaczęli w 1999 roku, a my pierwszą sprzedaż zrealizowaliśmy w 2005 roku, kiedy oni mieli już setki sklepów. Wszystko się zmienia, nie ma nic statycznego, różne nisze. Na Ukrainie istnieje duża liczba produktów, których Rozetka nie sprzedaje lub sprzedaje gorzej.

– Czy są jakieś narzędzia używane przez Rozetkę, które pozwalają utrzymać się na powierzchni w sytuacjach kryzysowych?

– Stawiamy na rozwój kraju i mamy nadzieję, że Ukraina w końcu ożyje. Tak, to pieniądze w jednym koszyku, ale inwestujemy w przyszłość, w strukturę społeczną, oprogramowanie, ludzi, nowy kierunek. Mamy nadzieję, że wzrost się rozpocznie.

– Czy moglibyście konkurować na rynku z Amazon?

– Prawie wszyscy tutaj pracują nie tylko dla obrotu lub nie tyle dla obrotu, ale dla pieniędzy, zysku. W związku z tym jesteśmy gotowi konkurować o przetrwanie z globalnymi graczami, ale z drugiej strony nie możemy opracowywać takich zasobów wymagających dużych zasobów, jak Amazon, który wydał 6 miliardów dolarów na inwestycje w pierwszych trzech latach swojego istnienia i przeprowadził miliony eksperymentów.

– Ile milionów kupujących jest dziś na Ukrainie? Czy myślałeś o wyjeździe do innych krajów?

– Ponad 8 milionów kupujących, tj. 20% populacji, kupiło coś w Rozetce. Myślę, że to dużo. Nie podejmujemy rzeczywistych działań, aby wyjechać za granicę, ale oczywiście są ambicje. Polska jest blisko, ma znacznie więcej pieniędzy niż Ukraina i taką samą liczbę ludzi. Zobaczymy.

– Masz syna i córkę. Czy postrzegasz ich jako spadkobierców firmy?

– Najmłodsza ma 2,5 roku i jest za wcześnie, aby o niej mówić, a starszy, który niedługo będzie miał 13 lat, jest już zainteresowany – udziela porad i krytyki, bardzo często trafnych.

– Czy pojedzie na studia za granicę?

– Jak chce. Zna ukraiński, rosyjski i angielski i uczy niemieckiego.

– Jak znaleźć czas na wychowywanie dzieci, kiedy ty i twoja żona pracujecie do wieczora?

– Praca w biurze zwykle kończy się o 18:00. W dni powszednie staram się spędzać czas z dziećmi wieczorem, a weekendy spędzam z dziećmi prawie zawsze, jeśli nie jestem w podróży służbowej.

– Czy często spotykasz się za znajomymi?

– Koło komunikacyjne jest silnie przekształcane przez zmiany społeczne. Tak spędzasz wolny czas, a na przykład twoi przyjaciele nie mogą sobie na to pozwolić. Płacisz za wszystko 2-3-4 razy, a po raz piąty uważasz, że ich nie adoptowałeś. To delikatna linia, którą należy poczuć. Starzy znajomi czują się ze mną niekomfortowo lub ja czuję się niekomfortowo, ale częściej oni ze mną, a nowi znajomi po trzydziestce nie pojawiają się.

– Twoja firma ma około 2000 pracowników. Ilu z nich pochodzi z twojej rodziny?

– W firmie prawie nie ma krewnych. Jeśli przyjdą, rozważamy je według cech biznesowych. Stawiamy relacje rodzinne na zewnątrz. Ten związek może być trudny, ponieważ nie możesz odmówić osobie i nie możesz zwolnić, jest wobec niej obowiązek. Ten sam problem z przyjaciółmi. To bardzo trudny moment.

– Czy pozostaje czas na hobby?

– Kiedy pytano mnie wcześniej, jakie jest moje hobby, a nie mogłem znaleźć odpowiedzi i wymyślałem hobby, starałem się wyglądać mądrzej, lepiej niż jestem. Ale moje hobby było naprawdę biznesowe. Dziś mam hobby równolegle z biznesem, ale najważniejsze jest praca.

– Ile razy w roku odpoczywasz?

– Staramy się odpoczywać z rodziną dwa razy w roku, ale więcej byłoby bardziej pożądane. Jest wiele podróży służbowych, w których razem z żoną jeździmy razem, więc łączymy pracę i czas wolny. Czasami zdarza się to 10-15 razy w roku, czasem 5-6. Dzieci są obrażone – mówią, że mama i tata pojechali gdzieś znowu, a nas zostawili z babcią.

– Jakie trzy wskazówki dałbyś ukraińskim firmom rozpoczynającym działalność?

– Najpierw musisz spróbować. Gdybym się nie bał, być może Rozetka nie miałaby 11 lat, ale teraz 15 lub 16 lat. A może nie byłoby jej. Po drugie, nigdy nie przestawaj, bo jeśli już coś osiągnąłeś i przestałeś, konkurenci będą konsekwentnie osiągać to szybciej, ponieważ już wskazałeś drogę i cel. Po trzecie, rodzina jest najważniejsza, ponieważ wszyscy się zestarzejemy i będziemy musieli na kimś polegać. I nie będą to pieniądze ani partnerzy biznesowi, ale rodzina.

Tłumaczenie artykułu z ukraińskiego ze strony źródłowej: Економічна правда

Copy link
Powered by Social Snap